Wyobrażam sobie sąsiedztwo, w którym można usłyszeć zarówno śmiech dziecka, jak i spokojną opowieść kogoś, kto widział już kilka różnych światów. Nie dlatego, że każdy musi należeć do wielkiej rodziny. Dlatego, że bliskość różnych ludzi poszerza nam życie.
Szczególnie myślę o osobach starszych. Po latach pracy, wychowywania, wędrowania i radzenia sobie z codziennością człowiek zasługuje na własny rytm i własne decyzje. Życie blisko innych może dawać poczucie bezpieczeństwa, ale nie powinno odbierać prywatności ani zamieniać sąsiadów w zastępstwo profesjonalnej opieki, gdy ta jest potrzebna.
Każdy wiek ma coś do dania i coś, czego jeszcze szuka.
Młodsi również nie są tu po to, by kogoś ratować. Mogą przywieźć nowe pytania, pomóc nieść drewno, wysłuchać historii i czasem poprosić o pomoc dla siebie. Wzajemność zaczyna się od zobaczenia drugiej osoby taką, jaka jest, a nie od odgrywania gotowej roli.
Może kiedyś ktoś nauczy kogoś przycinać jabłoń. Może inna osoba pokaże mu muzykę, której jeszcze nie znał. A może będą tylko siedzieć obok na ławce. Także wtedy wydarzy się coś ważnego.